Miesięczne archiwum: Grudzień 2012

Popkultura

Obok telewizji, można wiele zarzutów postawić muzyce wraz z towarzyszącymi jej teledyskami. Odgrywa ona znaczącą rolę w osłabianiu wartości rodzinnych. Naukowcy dysponują coraz większą liczbą dowodów na istnienie powiązań przyczynowo-skutkowych między „wyznawaniem” współczesnej muzyki heavy metalowej czy też hip-hopowej (zwłaszcza w zakresie prób upodabniania słuchaczy się do jej wykonawców) a różnymi patologiami młodzieżowymi, z narkomanią i seksem nieletnich na czele. Specjalna komisja afiliowana przy Amerykańskim Stowarzyszeniu Medycznym donosi, że „przeciętny nastolatek w okresie między siódmą klasą podstawówki a maturą słucha muzyki rockowej aż przez 10.500 godzin.” [1] Czasu tego nie da się zresztą oszacować tak samo jak liczby godzin spędzonych przed telewizorem. Komisja zaleca lekarzom branie pod uwagę muzycznych upodobań młodych ludzi jako przyczynku do ich zdrowia emocjonalnego.

Wiele popularnych zespołów rapowych notorycznie wplata w swoje teksty wyzwiska rasowe, opisy gwałcenia kobiet i zachęty do antysemityzmu. Grupy takie jak Ice-T oraz Guns’N’Roses, nie mówiąc o setkach innych zarabiają miliony dolarów na odwoływaniu się do najniższych instynktów. Rapperzy z zespołu N.W.A. wzywają do wojny z policją, heavymetalowcy Mötley Crüe używają podczas występów satanistycznej dekoracji, a inni rapperzy znani Beasty Boys wykonują gesty imitujące masturbacje.

Tipper Gore, przewodnicząca Parents’ Music Resource Centre, żona znanego polityka Alberta Gore’a posłużyła się w swej wypowiedzi zatrważającymi danymi statystycznymi:

„W Ameryce co 6 minut zostaje zgwałcona kobieta. Większość dzieci badanych przez Rhode Island Rape Crisis Center sądziła, że gwałt nie stanowi przestępstwa. W mieście Nowy York wskaźnik aresztowań 13-letnich gwałcicieli wzrósł w ciągu lat 1994-1996 o 200% (!!!). Młodzi ludzie w wieku do 18 lat są odpowiedzialni za 70% ogólnej liczby gwałtów popełnionej w Stanach Zjednoczonych. Nikt nie twierdzi, że dzieje się tak wyłącznie dzięki muzyce rap lub rockowej, ale trzeba przyznać, że obecna w tekstach piosenek gloryfikacja przemocy wywiera na dzieci jakiś wpływ.” [2]

Płyty i teledyski powinny być więc poddane systemowi ograniczeń wiekowych, który funkcjonuje w odniesieniu do filmów wyświetlanych w kinach. To po prostu niezbędne minimum. Stacje radiowe powinny zrezygnować z nadawania muzyki, która poniża grupy obywateli z powodu ich rasy oraz zachęca do stosowania przemocy zarówno wobec innych osób. Nie należy oczekiwać, że poglądy w świecie filmu i muzyki  wkrótce ulegną zmianie. Ludzi broniący tradycyjnych wartości będą musieli przygotować się na długofalową konfrontację z coraz bardziej agresywną kulturą masową. Nie są jednak zupełnie bezsilni. Bojkotowanie firm sponsorujących niektóre programy telewizyjne może być całkiem skuteczne, szczególnie jeśli firmy te oferują produkty na rynek rodzinny. Przepisy zapobiegające obrażaniu moralności na falach eteru trzeba po prosu wymóc na stołecznych politykach.

Przemysł filmowy także nie jest obojętny na presje publiczności. Prasa rozpisywała się o „Ostatnim kuszeniu Chrystusa” miedzy innymi dlatego, że film ten był od początku pokazywany tylko w jednym, albo dwóch kinach w każdym większym mieście. Jego twórcy nigdy nie odzyskali sum wyłożonych na produkcję. W wielu rejonach kraju oburzeni ludzie przekonywali miejscowych dystrybutorów, by nie wyświetlać filmu w ogóle. Gdzie indziej zdjęto go z ekranu po serii bojkotów i demonstracji.

Podobna taktyka jest w pełni uzasadniona w każdym demokratycznym społeczeństwie, gdzie ludzie mogą głosować za pomocą książeczek czekowych. Zarzuty cenzurowania sztuki nie powinny powstrzymywać tradycjonalistów i obrońców rodziny przed egzekwowaniem uprawnień do publicznego wyrażania swoich poglądów.

Wahającym się przed zaangażowaniem w sprawy publiczne pozostają do stoczenia mniejsze potyczki na terenie własnego domu. Każdy telewizor jest wyposażony w wyłącznik. Należy go wykorzystać. Nie pozwólmy telewizji stać się tanią opiekunką do dzieci, która po cichu narzuca im obcy system wartości, całkowicie sprzeczny z tym, co sami chcemy przekazać potomkom.

Ktoś powiedział, że ludzie z charakterem muszą umieć stawiać czoła presji swoich czasów. Dziś obrona już nie wystarcza i trzeba nam mocnej ofensywy, by odzyskać kontrolę nad samym sobą i narodową kulturą.


[1] Za: James C. Dobson, Gary L.Bauer, Children at Risk: The Battle of the Hearts and Minds of Our Kids, Wosr Publishing 1996, s.213.

[2] Za: James C. Dobson, Gary L.Bauer, Children at Risk: The Battle of the Hearts and Minds of Our Kinds, Wosr Publishing 1996, s.213.